Wersja do druku

4 strony: < 1 2 3 4 >

Avatar użytkownika
Stara Gwardia
hurra, dziś już otwarte są szkoły i przedszkola na Pradze PD! jak ja się cieszę!
Avatar użytkownika
Świeżynek
U mnie też już spokojnie :D
Przyznam, że baaardzo się bałam.
________________________________________________________
Miłośnik smoły bez mleka to fan minimalizmu, do życia podchodzi na serio..
Avatar użytkownika
Niespodzianka
Temat na czasie
moja historia
...Jest rok 1997 lipiec mieszkam w maleńkiej miejscowości Rościszów, położona w górach Sowich, gdzie wije się maleńki strumyczek...sielanka
Aż tu nagle owy strumyczek przerodził się w rwącą, drapieżną, żądną krwi i ofiar rzekę. I tak się stało. Zabrał jedno istnienie ludzkie
Zabrał dobytek ZABRAŁ DROGĘ-jedyne okno na świat. Nurt rzeki był nie do okiełznania, zmienił sobie koryto i przeniósł się na drogę. Ową drogę zbudowali jeńcy niemieccy w czasie II wojny. Tak Rościszów był kurortem dla Niemców. Teraz też jest lecz w obiekcie znajduje się sanatorium chorób płuc-wykańczalnia.
Okrutna pogoda lało i lało non stop
Ten strumyk podmył korytko i przy nim rosnące,wielgachne drzewa,które pamiętają Hitlera. Owe drzewa były zagrożeniem dla domostw. Jedno z nich na całe szczęście upadło w pobliżu domu, w którym mieszkałem.
Ta ówczesna powódź jest szczególna dla mnie, gdyż mój syn miał zaledwie ponad miesiąc i leżał w szpitalu. Nie dość,że wyszedł po 10 dniach po urodzeniu to za miesiąc wrócił do innego szpitala. Tam podarowali mu zapalenie płuc i wypisali w ciężkim stanie-groziła mu marskość wątroby. Dla mnie, jako młodego wówczas tatusia- szok. Niczym było codzienne pokonywanie 5km do najbliższej miejscowości przez bagna, bo nie było drogi w porównaniu do tego,że mój syn może zakończyć swój żywot. Trafiliśmy do kolejnego szpitala. Minęły kolejne tygodnie i nic. Czy życie wali się?-myślałem
W trakcie wywiadu z lekarzami opowiedziałem,że żona miała zwykłą opryszczkę- i to uratowało życie mojemu synowi. Po badaniach i aplikacji leków, wracał do zdrowia. Po dwóch latach życia dziecka trzeba było zrobić kontrolne badania. Z duszą na ramieniu odbierałem wyniki-wszystko ok....ulga

Dla mnie tamta powódź, choć uciążliwa, jest niczym. I nawet jeśli się straci cały dobytek to nie jest tragedia. Owszem trzeba się pozbierać,ale również trzeba dalej żyć. Najważniejsze jest życie-to dar. Domy, meble-co z tego, że zalane. Dobytku do trumny nie włożą. Jest życie-jest nowa nadzieja

Winię za to wszystkie rządy/czy to z prawej, czy to z lewej strony/ i ekologów-dla nich życie zwierząt jest ważniejsze od ludzkiego. Był czas na odbudowanie. Nikt znów się nie nauczył Jestem w 100% pewny, że nie pójdę na wybory,bo kolejna ekipa nic nie zrobi tylko...:(
to takie moje spostrzeżenia...
________________________________________________________
  
Artur


Avatar użytkownika
Administrator
Arturze nie wiem co napisać... jesteś dzielnym człowiekiem z dużą dawka nadziei. Podziwiam, mogę się od Ciebie tego uczyć.
________________________________________________________
* eTasiemka.net - tkaniny bawełniane, dzianiny, pasmanteria :) DBUQBP - zakupy tańsze o 10%

* Susanna szyje - mój blog :)

Avatar użytkownika
Stara Gwardia
No, dobrze Arturze, że się znów odezwałeś, bo martwiliśmy się o Ciebie na forum. :)
________________________________________________________
Szyję sobie hobbystycznie. :)
Avatar użytkownika
Świeżynek
I znów się zaczyna.. żywioł szaleje :/
________________________________________________________
Miłośnik smoły bez mleka to fan minimalizmu, do życia podchodzi na serio..
Avatar użytkownika
Mistrz Krawiectwa
A nam w nocy z czwartku na piątek zalało część pracowni, na szczęście to było podpiwniczenie. Woda była na wysokość 2 m, a więc cała kodygnacja zalana. Dzisiaj po południu udało się strażakom wypompować wodę.
A przypomnę , że pracownię mamy w Piasecznie pod Warszawą. Wystarczyła jedna potężna burza, a płynący niedaleko rów melioracyjny zamienił się w potężną rzekę. Straty nie są duże, szefowa w tej części piwnicy trzymała parę starych maszyn i był taki magazyn różnych rupieci, m.in. resztki materiałów, jakieś stare manekiny itp.
Ale niewiele brakowało, aby woda wdarła się do samej pracowni, która jest na parterze budynku. Sam się teraz przekonałem, jakim strasznym żywiołem może być woda.
A przeżycia , które opisał Artur , są niesamowite, nikomu tego nie życzę.

--- Ostatnio edytowane 2010-06-05 01:44:26 przez Wojtek ---
Avatar użytkownika
Stara Gwardia
W Krakowie "warszawska" burza przeszła przedwczorajszej nocy. Spać nie mogłam. Dziś piękna pogoda, aż trudno uwierzyć, że wczoraj znów pozamykano część ulic, Wisła przekroczyła stan alarmowy, a niedaleko mnie wybuchł gaz w żłobku w nocy i cały budynek wyleciał w powietrze - prawdopodobnie od uderzenia pioruna. Dobrze, że to była 4.00 rano, dzieci przychodzą od 6.00!
________________________________________________________
Szyję sobie hobbystycznie. :)
Avatar użytkownika
Świeżynek
Ja na szczęście mieszkam Poznaniu, blisko Warty, ale sporo musiałaby wylać, aby do mnie doszło. Mamy u siebie tylko lokalne podtopienia, jednak są dzielnice podmiejskie, gdzie ludzie walczą, na szczęście z powodzeniem, z podnoszącą się wodą, umacniają i podwyższają wały.Jednat tak wysokiego poziomu Warty nie pamiętam. Nawet podczas poprzedniej powodzi - zdaje się w 97 Warta nie była tak wysoka.
Avatar użytkownika
Administrator
Jagódko jak dobrze, ze tam nie było dzieciaczków! To byłaby tragedia :( Mam już serdecznie dość tej chorej pogody :(
________________________________________________________
* eTasiemka.net - tkaniny bawełniane, dzianiny, pasmanteria :) DBUQBP - zakupy tańsze o 10%

* Susanna szyje - mój blog :)

4 strony: < 1 2 3 4 >

Zaloguj się aby napisać odpowiedź.