Wersja do druku

7 stron: < 1 2 3 4 5 6 7

Avatar użytkownika
Stara Gwardia
Jednym słowem rzec ujmują, moi drodzy, alergia to najbardziej upierdliwa przypadłość XXI wieku. I pewnie sami na siebie bicz kręcimy jako ludzkość, bo te uczulenia to na co? Na wszystko co sobie fruwa w powietrzu, pływa w wodzie i dostaje się do naszej żywności.
Od 3 lat mamy domek na wsi, jak zobaczyłam ile pestycydów idzie w ziemię, powietrze i wodę to naprawdę myślę, że byłoby CUDEM gdyby to wszystko nie miało wpływu na nasze organizmy. Człowiek szasta chemią na lewo i prawo i łamie równowagę wszędzie gdzie się da. Czego może więc oczekiwać w zamian?
________________________________________________________
Szyję sobie hobbystycznie. :)
Avatar użytkownika
Niespodzianka
Jagódko to nie są pestycydy tylko"WITAMINKI"- tak bynajmniej mówią rolnicy, jak przyjeżdżają do mojej sąsiadki, która ma sklep z nasionami i "witaminkami"
Według mnie,to chęć zysku goni każdego rolnika/i nie tylko/ do tych pestycydów. Biedne świnki i kury są tak naszpikowane gu...em , a potem to w promocji jemy i mamy alergię.Zastanawiam się jak długo jeszcze matka ziemia to wszystko przyjmie. Obudzimy się któregoś dnia a tu w rzece ścieki.brr Jak na razie jako ludzkość przeciągamy strunę, ale do czasu..
________________________________________________________
  
Artur


Avatar użytkownika
Stara Gwardia
Z drugiej strony jestem w stanie zrozumieć rolników - oni żyją z płodów rolnych, a jak tu żyć skoro płodów nie ma??? Sama na wspomnianej działce chciałam wyhodować pomidory-malinówki. Zapomnijcie. Kilka razy zniszczyła mi je "zaraza", a ostatnio nawet po 2 psikaniach jakimś chemicznym paskudztwem "zaraza" i tak się pojawiła i mąż mówi, że trzeba było popsikać trzeci raz. Wybór jest więc taki: pomidor z chemią albo zero pomidora. :(

No, a jeśli rolnicy nic nie wyhodują, my nie będziemy mieć co jeść.

A propos moich pomidorów pochłoniętych przez "zarazę": trudno mi już teraz uwierzyć w "ekologiczne" produkty.
________________________________________________________
Szyję sobie hobbystycznie. :)
Avatar użytkownika
Stara Gwardia
Jagoda, wszystko zależy co czym i kiedy się pryska. Są preparaty zapobiegawcze i interwencyjne. Przy Phytophora infestans (grzyb konidialny wywołujący zarazę ziemniaka na pomidorze) trzeba obserwować liście (spód) i w razie potrzeby wykonać zabieg odpowiednim preparatem. wiele zależy od pogody: wilgotności powietrza i temperatury.
To prawda, patrząc z boku, wydaje się, że wiele chemii "idzie" w uprawy, ale zapewniam Was, nie jest już to DDT. Odchodzi się od związków I i II klasy toksyczności; używa się np pyretroidów przeciwko mszycom: http://pl.wikipedia.org/wiki/Pyretroidy ;
tutaj, proszę, szersza praca nt: http://www.pedagogiczna.edu.pl/warsztat/2006/3-4/060315.htm
i jeszcze dla zwolenników homeopatii : http://www.heel.pl/files/kwartalnik/72_18.pdf

Artur, A propos obudzenia się w ścieku: przejdź się do byle którego lasu - ile tam śmieci - kto to tam je powywoził????
to nieprawda, że alergie biorą się z zanieczyszczenia środowiska i chemii powszechnie stosowanej.
już Hipokrates opisywał przypadki alergii pokarmowych. Moja śp Babcia całe życie przeżyła na wsi, gdyby nie była operowana, w życiu by nie dowiedziała, że jest alergiczką. Ja też pochodzę ze wsi, dużo bawiłam się w błocie, ze zwierzętami, pomagałam przy sianokosach i żniwach. Potem, gdy miałam wysypkę i świąd, leczono mnie, owszem, na świerzb, tylko co to za choroba odzwierzęca jeśli powtarza się co roku w tym samym okresie i mimo braku kontaktu ze zwierzętami?
Avatar użytkownika
Niespodzianka
Pajesiu Zdecydowanie masz rację, to my jako naczelni gatunku na tej ziemi mamy w większości wpływ na to co pozostawimy po sobie i nie tylko w przysłowiowym lesie. A odnośnie alergii- to jest min. choroba też dziedziczna,MY jako rodzice przekazujemy swoim dzieciom po50% swoich genów, czy to dobrych czy złych. A, jednak uważam, że to co teraz jemy jest o wiele więcej naszpikowane "witaminkami" niż to co jedli nasi dziadkowie. A to jest powetowane chęcią zysku, bo np./bez obrazy/
rolnik ma do wyboru:
* genetyczną- modyfikowaną i tańszą pasze i ją wybiera, niż normalną, lecz droższą pasze, gdzie cena wyprodukownego żywca znacznie wzrasta
I kółko się zamyka, gdy taką świnkę sprzedaje za bezcen, a później ta sam świnka po "rozpalcerowaniu" kosztuje nas konsumentów 2 lub 3 razy więcej.I nie mówię przy tym, że w czasie jej obróbki w masarni dodawane są "witaminki" i takie tam. Wiem doskonale od swoich klientów czy to rolników, czy to techników żywienia, że nie ma ekologicznych/wolnych od pestycydów/ odmian produktów, bo nie urosną. W każdym pożywieniu znajdzie się jakiś ulepszacz. Nawet picie wody czy to ze studni lub butelkowej ma zły wpływ na nasz organizm. Można by tu wymieniać i wymieniać ale po co prawda? Jednym słowem jesteśmy skazani na "witaminki" POZDRAWIAM
________________________________________________________
  
Artur


7 stron: < 1 2 3 4 5 6 7

Zaloguj się aby napisać odpowiedź.