Wersja do druku

42 strony: « < 36 37 38 39 40 41 42 >

Avatar użytkownika
Świeżynek
Dziękuję, Łuczniku!
Od mechanika dostałam zalecenie, aby "gimnastykować" maszynę: przez kilka tygodni 2 razy dziennie ma szyć, obojętnie co, nawet bez nici, byle chodziła co najmniej 15 minut. Dopiero to pozwoli wniknąć smarom wszędzie tam, gdzie mają się znaleźć, i przywróci mechanizmowi pełną sprawność. Taki maszynowy fitnes.

Przy okazji chciałam zapytać innych forumowiczów: czy 230 zł, jakie zapłaciłam, to normalna cena za uruchomienie maszyny? Zaznaczam, że nic nie było uszkodzone czy wymieniane, tylko usunięcie rdzy i wyschnietych starych smarów sprayami i wyregulowanie naprężeń.
Zapłaciłam oczywiście bez targowania się, zwłaszcza że fachowiec przyjechał do domu, a dojazd też kosztuje, ale czy to nie za dużo?
Avatar użytkownika
Stara Gwardia
Jeśli oczyścił, uruchomił i nasmarował maszynę i jeszcze przyjechał do domu to chyba cena nie jest zbyt wysoka. Tylko z tego co napisałaś wcześniej wynika, że tylko oczyścił (WD40 to nie smar ani olej maszynowy), a bez oliwienia/smarowania to ona długo nie pochodzi.
________________________________________________________
Porządek powinien brać przykład z bałaganu i robić się sam.
Avatar użytkownika
Świeżynek
On i nasmarował (naoliwił?) tę maszynę, widziałam.
A co do ceny usługi, jeśli mówicie, że to normalna cena, to trudno, rozumiem, że tak musi być. Wszystko jest drogie i ciągle drożeje.
Mam tylko takie dziwne wrażenie, że moja praca nie drożeje, a wręcz tanieje. Stać mnie na coraz mniej, i nie do końca rozumiem dlaczego. :(
Avatar użytkownika
Stara Gwardia
Niekoniecznie. Kiedyś - z 7 lat temu, kiedy kupowałam nową maszynę, i próbowałam się orientować w cenach u mechanika, to 200 kosztowała naprawa wału. Jeśli chodzi o ceny maszyn, to "stary szmelc" miał ogólnie taki niskie ceny, że się nie opłacało albo ryzykować i dojeżdżać mechanikowi, albo nikt nie naprawiał maszyny za 50 zł za 150 zł. Ty ją dostałaś, a poza tym wszystko zdrożało tak obłędnie, że jestem w stanie uwierzyć.
________________________________________________________
Nie ma rzeczy niemożliwych. Są tylko bardzo nudne i czasochłonne.
Avatar użytkownika
Stara Gwardia
Małgorzato64: zadaj sobie pytanie, czy jedna z maszyn uchodzących za solidne, nie do zdarcia, pancerne itp. jest dla Ciebie warta 230,00 zł? Czy lepiej było wydać te pieniądze na "reanimację", czy wolałabyś wydać np. 350,00 zł na nową, współczesną maszynę? :)
Życzę przyjemnego szycia!
Czyżbyśmy były z jednego rocznika?
P.s. Hmmm, kilka lat temu oczyściłam, nasmarowałam, wyregulowałam komuś podobnego Łucznika, którego pozbywała się moja kuzynka. Głupio było mi dawać maszynę, która nie szyła (koło napędowe nie dało się ruszyć), więc spędziłam kilka godzin na doprowadzeniu jej do stanu używalności, a nawet świetności. Zrobiłam to za ... darmo.:glupek: Cóż, od dawna mówię,że różne rzeczy potrafię zrobić, ale pieniędzy nie. Teraz przynajmniej wiem, ile taka usługa kosztuje.:oczko:

Własnie widziałam na olx Łucznika 451: "nowy", kupiony w 1988 r., nieużywany, za ... 650,00 zł. Myślę więc, Małgorzato, że nie masz co żałować tych 230 wydanych na mechanika.
Niech Ci się maszyna dobrze sprawuje!

--- Ostatnio edytowane 2018-08-16 20:01:13 przez violina64 ---

--- Ostatnio edytowane 2018-08-16 20:08:51 przez violina64 ---

--- Ostatnio edytowane 2018-08-17 18:12:16 przez violina64 ---
Avatar użytkownika
Świeżynek
Tak, Violino, jesteśmy z jednego - bardzo udanego - rocznika! :)
Z moją nową maszyną już się polubiłyśmy, brak mi tylko porządnego, stabilnego stołu pod nią. Tandetne biureczko klejone z jakichś płyt, na którym ją umieściłam, całe chodzi, niemal kołysze się, kiedy maszyna pracuje.

Avatar użytkownika
Stara Gwardia
Avatar użytkownika
Świeżynek
Prawda, urocza! Mam nadzieję, że trafi w troskliwe ręce!
Avatar użytkownika
Stara Gwardia
Szybkie pytanie do znawców łuczników.

Czy w zaznaczonym na zdjęciu miejscu (Obudowa Łucznik 441) to nie powinien się czasem znajdować taki kremowo biały plastikowy przełącznik ? Do oświetlenia ?

Lub do czegoś innego ?
________________________________________________________

Załączone obrazy

Obrazy zostały zmienione. Kliknij przycisk 'Opublikuj' aby zapisać te zmiany!
Avatar użytkownika
Świeżynek
Prosiłbym od razu o nie bicie za odkopywanie tematu, ale tu jest taka skarbnica wiedzy, że udało mi się wyeliminować kilka problemów związanych z moim Łucznikiem 451.

Maszyna znalazła się w moich rękach przechodząc z pokolenia na pokolenie i na mnie spadło brzemię aby ponownie pracowała jak należy. Sam zawsze szyłem ręcznie od maleńkpści i lubię to robić- bardzo mnie relaksuje. W końcu stwierdziłem, że może warto spróbować czegoś na maszynie i okazało się, że na strychu jest kuferek, a w nim maszyna. Przez ponad 20 lat stała nieużywana i w miarę zachowała się ładnie. Trzy dni poświęciłem na jej czyszczenie, smarowanie oraz osprzętu wraz z nią jaki sie znajdował. Nawet oliwiarkę znalazłem z tamtej epoki, że o instrukcji w bardzo dobrym stanie nie wspomnę. Po przesmarowaniu zdziwiłem się, że chodzi bardzo cicho niżeli przed. Uruchamiałem ją rzecz jasna od razu po ściągnięciu ze strychu aby sprawdzić, czy działa i różnica jest olbrzymia.

Pytania mam w zasadzie dwa, ponieważ mnie nurtują. Pierwsza sprawa, to dźwignia od ściegu zygzakowatego, ta oznaczoba numerami od 0 do 5. Jest ona nie do ruszenia. W ogóle nie można nią operować, a złamać jej ciągnąc na siłę nie chce. Czy mozliwe jest zatem, że jest ona może dokręcona tak maksymalnie i ani drgnie?

Drugie pytanie, to czy one były produkowane ręcznie, ponieważ pokrywa górna nie jest zbyt dobrze spasowana z resztą, a wszelkie próby eliminacji tegoż defektu spełzły na niczym.

--- Ostatnio edytowane 2020-05-02 22:22:55 przez Pavi ---

42 strony: « < 36 37 38 39 40 41 42 >

Zaloguj się aby napisać odpowiedź.