Wersja do druku

15 stron: 1 2 3 4 5 6 7 > »

Avatar użytkownika
Krawiec-Filozof
Jechałem wczoraj tramwajem. A ponieważ jechałem dość daleko, to spędziłem w nim ok. 40 minut. Za mną siedziała laska, która nawijała przez telefon z jakąś swoją pszczółką. Nie mam w zwyczaju podsłuchiwania rozmów, ale tak trajkotała, że słyszałem mimo woli. A o czym gadały? Otóż rozpatrywały wyjątkowo ciężką i dotkliwą przypadłość jakiegoś tam Jacusia, Piotrusia, czy innego Pipusia. Ów Pipuś jest na miesięcznym zwolnieniu, z powodu bólu brzusia od stresu. A to przecież grozi przepukliną!:D
Spójrzmy na to ze strony pracodawcy; Pipuś jest nieobecny, czyli ktoś musi za niego wykonać robotę. W związku z tym ten ktoś może się spodziewać gratyfikacji za zdwojony wysiłek. Bo jeśli nie trzeba podwajać wysiłku, to Pipuś był zbędny! Do gratyfikacji doliczmy ZUS, pensję Pipusia i podatek. Pracodawca musi to zapłacić, bo inaczej straci płynność. Po miesiącu zwolnienia Pipuś wraca do swojego nieróbstwa i jest zdziwiony, że pracodawcą przestał go lubić...

Przed chwilą oglądałem Panoramę, w której była relacja ze Szczecina, ze zlotu żaglowców. Prowadzący błysnął tekstem, że właśnie wszedł do portu trzymasztowy bryg. No aż się zerwałem na równe nogi!BRYG TO NAZWA DWUMASZTOWCÓW! WYŁĄCZNIE!!! Statki trzymasztowe to fregaty, barki, barkentyny i szkunery.

Jestem zrujnowany tym niedouczeniem młodzieży...

Wiem, że bez sensu trochę jest ten wpis tutaj, bo raczej tu są ludzie z pasją i pędem do wiedzy, ale musiałem się z Wami podzielić tymi spostrzeżeniami...
________________________________________________________
Maszyna do szycia składa się z:
1. maszyny zasadniczej
2. maszynisty
https://www.facebook.com/Zibiasz
Avatar użytkownika
Administrator
Czasem trzeba się pożalić ;) Tak się składa, że kilka dobrych lat (ponad 10) pracowałam w firmie brata i naprawdę czasem mieliśmy takich pracowników, że włosy dęba stawały :D Nieroby, lenie, obiboki, pijacy. Byle załapać się na umowę a potem długie l4 i adios. Szczególnie utkwiła mi w pamięci dziewczyna troszkę starsza ode mnie. Jej "doświadczenie zawodowe" było imponujące - w ciągu roku potrafiła zmieniać pracodawcę kilkakrotnie a L4 traktowała chyba jako przedłużenie urlopu. Na szczęście długo nie popracowała. Z tego co wiem teraz znów jest na L4 :D
________________________________________________________
* eTasiemka.net - tkaniny bawełniane, dzianiny, pasmanteria :) DBUQBP - zakupy tańsze o 10%

* Susanna szyje - mój blog :)

Avatar użytkownika
Stara Gwardia
Zibiasz - po pierwsze każde starsze pokolenie narzeka na młodsze i jest to naturalna kolej rzeczy :) Po drugie moim zdaniem to, że w jakiejś dziedzinie człowiek się nie orientuje, nie znaczy od razu, że jest idiotą, bo może być świetnym ekspertem w czymś innym i poświęcać na tą czynność cały swój wolny czas i energię.
No bo co z tego, że w szkole uczyliśmy się wielu rzeczy, jak w życiu tej wiedzy się nie wykorzystuję i wszystko ulatuje z głowy. Teraz ktoś zrobi jakąś głupią ankietę na ulicy zadając z zaskoczenia banalne pytania z różnych dziedzin i stwierdzi jaka ta młodzież jest straszna :)

No w tym wypadku fajnie jednak jak prowadzący wie co komentuje, ale to inna bajka, bo w sumie omawiają tyle tematów, że o babola nie trudno.

Nie wiem, chyba razi mnie takie ocenianie ludzi na podstawie kilku wypowiedzi, bo przecież nikt nie jest idealny :P

________________________________________________________
Avatar użytkownika
Mistrzyni Krawiectwa
Ja też nie umiem rozróżnić szkuner od brygu i jakoś z tym żyję ;-)

No i miganie się od pracy to też nie jest wynalazek "dzisiejszej młodzieży", niestety... Pamiętaj, że kiedyś np. było znacznie łatwiej o rentę i tłumy ludzi z tego korzystały.

Ania

--- Ostatnio edytowane 2013-08-04 11:47:55 przez czeremcha ---
________________________________________________________
Arkę zbudowali amatorzy - Titanica zawodowcy.

http://uczeremchypl.shoper.pl/

http://szycie-z-czeremcha.blogspot.com/

Avatar użytkownika
Mistrzyni Krawiectwa
Tak na marginesie.
Lubię powieści Chmielewskiej. Bohaterami kilku jej książek są pracownicy pewnego biura projektowego w Warszawie. Właściwie w powieści robią wszystko tylko nie siedzą przy deskach :) Fakt, że lata 70-te i 80-te to czas zdobywania wszystkiego i na pracę pozostawało niewiele czasu. Mojej mamie też się zdarzało stać pól dnia po Burdę na przykład.:oczko:
________________________________________________________
"Inteligencja jest jak nogi, masz za dużo to się potkniesz" Terry Pratchett
Avatar użytkownika
Stara Gwardia
Aaaaach, pasjami czytywałam kiedyś Chmielewską! Nie zliczę, ile razy spłakałam się przy "Lesiu" :D
________________________________________________________
Avatar użytkownika
Stara Gwardia
Walka z gaśnicą na korytarzu :rotfl::rotfl::rotfl:
________________________________________________________
Avatar użytkownika
Stara Gwardia
Aaaaach, pasjami czytywałam kiedyś Chmielewską! Nie zliczę, ile razy spłakałam się przy "Lesiu" :D
"splakalam"?! -ja sie turlalam ze smiechu!
________________________________________________________
pozdrawiam,
Anna

Avatar użytkownika
Świeżynek
Co by nie mówić o zainteresowaniach ludzi - muszę przyznać Zibiaszowi rację! Co prawda z żaglowcami mam jedynie tyle wspólnego, że kiedyś przyszło mi zakupić znajomemu pod choinkę album o żaglowcach:) Ale! wydaje mi się, że ludzie pracujący w telewizji, radiu LUB czasopiśmie powinni mieć choćby elementarną wiedzę na temat, który poruszają! Ba, mieć pojęcie... to już szczyt moich marzeń. Ale czy Was też nie drażni to, że coraz więcej dziennikarzyn (inaczej ich nie nazwę) nie zna nawet dobrze swojego ojczystego języka polskiego... O zgrozo!

Co do ludzi w tramwajach, autobusach, na chodnikach... Nie miałam jeszcze takiej chwili w komunikacji miejskiej, aby ktoś nie trajkotał nad głową jak najęty. Rozumiem, że to nie luksusowy jacht, na którym człowiek może odpocząć, ale żeby zmęczyć się 20-minutową jazdą autobusem do pracy? Uh... Nie tak dawno spotkałam się w zatłoczonym autobusie z głośną rozmową (której również nie można było nie słyszeć) na temat urynoterapii. Dziewczyna opowiadała jak to jej wspaniale działa na cerę...

Jak żyć...pytam? Jak żyć?
Avatar użytkownika
Mistrzyni Krawiectwa
w telewizji, radiu LUB czasopiśmie
:okok::rotfl:

Mnie chyba w życiu nic tak nie zmęczyło, jak powrót autobusem z Łodzi do Opola po drugim zlocie :-) i dwie - o zgrozo - studentki - wracające do domu po weekendowym zjeździe. Poziom intelektualny - tak na moje stare oko szósta klasa podstawówki za "moich" czasów. Dyskrecja i szacunek dla współpasażerów - żaden /panie dyskutowały sobie przez całą szerokość autobusu na pełne gardła, bo siedziały w tym samym rzędzie, ale pod oknami - jedna z jednej, druga z drugiej strony/ plus nieustanne rozmowy telefoniczne, w których w kółko powtarzały wydarzenia ostatnich dwóch dni, tak że mogłam się ich nauczyć na pamięć. No i wiem też na przykład, że mąż jednej z nich dostanie od przyjaciół na urodziny - kozę. Żywą. Koza fajny prezent, bo się zawsze na wsi przyda.

Ledwo się powstrzymałam, żeby nie doradzić do zestawu pary kaloszy... :rotfl:

Czteroipółgodzinny koszmar...

Ania
________________________________________________________
Arkę zbudowali amatorzy - Titanica zawodowcy.

http://uczeremchypl.shoper.pl/

http://szycie-z-czeremcha.blogspot.com/

15 stron: 1 2 3 4 5 6 7 > »

Zaloguj się aby napisać odpowiedź.