Wersja do druku

43 strony: « < 29 30 31 32 33 34 35 > »

Avatar użytkownika
Zaaklimatyzowany
Ja się odwołałam do zalinkowanego obrazka, gdzie na różowo jest wyciągnięta powyżej stopki nitka - moim zdaniem niepotrzebnie, ale każdy używa metod, które uznaje za najwygodniejsze :)
Avatar użytkownika
Stara Gwardia
Czyta się Ciebie cudownie rzeczywiście powinnaś zostać dziennikarką :)Fajnie jakby inne poczatkujące osoby to poczytały :)Mnóstwo cennych rad.
Ja szyję igłami Abra i mówiąc szczerze przez ostatnie 7 lat nie złamałam żadnej szyjąc na Janome 525 :)
Pozdrawiam
Cześć! :)
Na wstępie dzięki za wszelkie porady i słowa otuchy.
Rozwiązała się kwestia podnośnika stopki. Całkiem przypadkiem. W piątek pod wieczór dojechał do mnie TŻ. Koniecznie chciał rzucić okiem na mój nowy nabytek. Wyszłam na chwilę z pokoju, zostawiając go sam na sam z Amelią. Nagle usłyszałam dość głośne ''łup'' i jęk ''chyba coś zepsułem''. Okazało się, że wzięłam pokrętełko od regulacji nacisku stopki za regulator naprężenia nici i kręciłam nim w nadziei, że supełki na spodzie tkaniny przestaną się robić. I ustawiłam je na zero (tak, kolor włosów zobowiązuje). Ja pokręciłam w jedną stronę, on w przeciwną i po problemie.
Dopiero dziś miałam sposobność by znowu usiąść przy maszynie, przy okazji odczekiwania między nałożeniem drugiej warstwy farby. Spełniło się moje marzenie o oddzielnym pomieszczeniu na pracownię, w której będę mogła w spokoju ćwiczyć i doskonalić moje umiejętności. Zaczynam już rozróżniać te wszystkie pokrętełka na górze i widzieć, co robię źle. Górną nić miałam nawleczoną dobrze od samego początku, tylko końcówkę od dolnej wkładałam na przekór instrukcji w zły otworek w bębenku, bo na schemacie w instrukcji jest to pokazane w troszkę nieczytelny sposób. Na szczęście po obejrzeniu pierwszego z brzegu filmiku o tej tematyce sprostowałam ten błąd. Nauczyłam się też, żeby nie dać górnej nici dostać się w miejsce dolnej, bo potem wszystko się plącze i robią się te supełki. Wyrobiłam sobie już dobry nawyk rozdzielania ich w razie potrzeby przed opuszczeniem stopki i rozpoczęciem próby szycia. Poza tym przekonałam się, że niepotrzebnie mocowałam się z przekładaniem nici dolnej przez ten otworek w płytce, bo wystarczy przecież przeszyć kawałek materiału i ona sama automatycznie wychodzi na powierzchnię. Po tych wszystkich poprawkach i regulacjach maszyna szyje mi jak marzenie, supełki zupełnie zniknęły. Wypróbowałam już z połowę ściegów na zasadzie ''dla żartów'', bo niektóre wyglądają całkiem kosmicznie i nietypowo. Eksperymentuję też z długością i szerokością ściegu. Krótko mówiąc, wyciskam z tej maszyny ile mogę. I nie chodzi mi tu o dociskanie pedała do oporu. No i przerzuciłam się z tego cienkiego lnu z domieszką na dość sztywną średniej grubości wełnę, która została mi z szycia sukni. Nie gniecie się i daje się ładnie ''prowadzić'' maszynie. A jeśli już len, to kawałek złożony na pół. Mam wrażenie, że igła lepiej znosi taki, bo jak pisałam byłam zmuszona wymienić ją na tę z zapasów dołączonych do maszyny i która zapewne jest dostosowana do takiej grubości. Tak na marginesie: jakiej firmy igły polecacie? Bo jak sobie jeszcze tak poeksperymentuję, to może się okazać, że maszyna sprawna ale z ''szycia'' i tak nici, bo zostałam bez nich ;P
Mój chłopak zachwycony moimi postępami stwierdził, że taka maszyna to za****sta sprawa i każdy powinien mieć mieć ją w domu. Podpisuję się pod tym wszystkimi możliwymi kończynami. I jak już się podszkolę, postaram się przekazać tę wiedzę jemu, bo jest bardzo entuzjastycznie nastawiony i chętny do nauki.
Jak widać po moim przykładzie, dla każdego jest nadzieja. Trzeba tylko duuuuużych pokładów cierpliwości i odrobiny chęci lub osoby obok, która załagodzi sytuację i dopomoże od czasu do czasu. Ja akurat jestem strasznym zapaleńcem, bo kiedy (była już niestety) drużynowa koleżanka powiedziała mi, że mam sama szyć sobie stroje zrobiłam w myślach wielkie oczy i pomyślałam, że z byka spadła. Ale że staram się zachować takt, zostawiłam to dla siebie. Zaproponowała żebym na początek zaczęła od powłoczki na jaśka. Nie. 2 dni później podesłałam jej zdjęcie w gotowej sukni wg wykroju, który mi podała. Nie była może idealna, bo uszyta z bawełnianego prześcieradła, co w naszym środowisku uchodzi za niekoszerne ale za to ufarbowana naturalnie (bardzo cenione i pochwalane) sokiem z trawy (nie wiedziałam wtedy jeszcze,że farbuje się tkaninę gotując ją w wywarze roślinnym o wybranym kolorze, najpierw więc tarłam trawą z całej siły, a jak już pościerałam sobie naskórek z wierzchu palców i mi się znudziło, wzięłam starą sokowirówkę, wycisnęłam duuuużo soku z łąkowych roślinek i wcierałam go w ''suknię'' gąbką). Teraz się z tego śmieję i wracam do tego wydarzenia ze sporym sentymentem. Dodaje mi ono też nadziei, że będzie dobrze, a z czasem nawet coraz lepiej :)
A z tym odkrywaniem koła na nowo to też racja, pamiętam jak zabierałam się za krojenie swojego pierwszego płaszcza, z założenia z półkola. Wyobraźcie sobie mocno początkującą szwaczkę z 3 mb całkiem nietaniej włoskiej wełny podobno 100%, bez techniki i odpowiedniej wiedzy. Tak się trzęsłam nie chcąc przedobrzyć, że zamiast półkola wyszło mi pokraczne półjajko z za głębokim wcięciem, które pierwotnie miało okalać samą szyję. Na pierwszym zlocie okazał się jednak być za cienki i ostatecznie wykroiłam z niego kaftan, który następnie nieumiejętnie sfastrygowałam (zanim poznałam szwy historyczne byłam przekonana, że to jedyna słuszna technika szycia). Teraz doczekał się przerobienia i doprowadzenia do ostatecznej doskonałej formy.
Kończę ten post w tym miejscu, bo chłopak się ze mnie śmieje, że streszczam całe swoje życie :p Przepraszam za swój słowotok (chciałam być dziennikarką, a zostałam początkującą krawcową)i offtop, bo mieliśmy rozmawiać o Łucznikach. Mam też nadzieję, że miło się czytało.
Życzymy miłej reszty dnia :)

Avatar użytkownika
Mistrzyni Krawiectwa
Ja się odwołałam do zalinkowanego obrazka, gdzie na różowo jest wyciągnięta powyżej stopki nitka - moim zdaniem niepotrzebnie, ale każdy używa metod, które uznaje za najwygodniejsze :)
Aaa, to o to chodziło :-) Myślałam, że o ułożenie już wyciągniętej nitki :-)

Ja też "wykaszam" nitkę pod stopką z prawej na lewo obcinaczkami albo grubą igłą :-)

Ania
________________________________________________________
Arkę zbudowali amatorzy - Titanica zawodowcy.

http://uczeremchypl.shoper.pl/

http://szycie-z-czeremcha.blogspot.com/

Avatar użytkownika
Mistrzyni Krawiectwa
Co do igieł - to wszystkie oznaczone jakąś marką są dobre. Unikałabym tylko no-name, chociaż - prawdę mówiąc - szyłam już przeróżnymi igłami i nie zdarzyło mi się trafić na felerne. Chociaż - z drugiej strony - pewnej forumowiczce zdarzyło się trafić na igły ze spłaszczeniem zeszlifowanym z drugiej strony trzonka...

Oznaczone marką - czyli Akra, Organ, Singer, Pony, Beissel, Schmetz, TNI... Trochę tego jest na rynku.

Ania
________________________________________________________
Arkę zbudowali amatorzy - Titanica zawodowcy.

http://uczeremchypl.shoper.pl/

http://szycie-z-czeremcha.blogspot.com/

Avatar użytkownika
Stara Gwardia
Ja się odwołałam do zalinkowanego obrazka, gdzie na różowo jest wyciągnięta powyżej stopki nitka - moim zdaniem niepotrzebnie, ale każdy używa metod, które uznaje za najwygodniejsze :)
Pewnie tak, każdy robi, jak mu wygodnie, można pętelkę jednym ruchem nożyczek (patyczka, szpilki) rozłożyć na prosto.
Uczącej się szyć na maszynie dziewczynie, na początek polecam zastosowanie się do instrukcji, którą trzeba przeczytać. A potem można spróbować innego sposobu.

Coś z tym skrótem myślowym jest na rzeczy : -))) Dziękuję.
Obrazkowe przedstawienie mojego opisu z poprzedniej strony.
Avatar użytkownika
Mistrzyni Krawiectwa
Uczącej się szyć na maszynie dziewczynie, na początek polecam zastosowanie się do instrukcji, którą trzeba przeczytać. A potem można spróbować innego sposobu.
Co racja, to racja. Powinni takie słowa oprawiona w ramki dołączać do każdej maszyny do szycia. :-)

To nie są urządzenia do intuicyjnej obsługi...

Ania
________________________________________________________
Arkę zbudowali amatorzy - Titanica zawodowcy.

http://uczeremchypl.shoper.pl/

http://szycie-z-czeremcha.blogspot.com/

Avatar użytkownika
Stara Gwardia
To nie są urządzenia do intuicyjnej obsługi...

Ania

Aniu wybacz, ale się z Tobą nie zgodzę. Swoją pierwszą maszynę kupiłam lat temu ponad 20 w sklepie z rzeczami z drugiej (lub nawet trzeciej) ręki w Londynie, bez żadnej instrukcji obsługi. Sama wymieniłam wtyczkę przy pedale (bo była oczywiście angielska), "nauczyłam" się ja nawlekac i szyłam na niej i grube zasłony i cieniutkie firanki bez internetu, filmów na YT i podczytywania forów. Nie miałam co prawda pojęcia o oliwieniu i zrobił to dopiero mój Małż i maszyna śmiga jeszcze lepiej;) To co jakaś genialna jestem, czy może teraz młodzi ludzie jacyś ograniczeni?
________________________________________________________
Porządek powinien brać przykład z bałaganu i robić się sam.
Avatar użytkownika
Mistrzyni Krawiectwa
Mama szyła? Albo babcia? :-)

/Co do młodego pokolenia - cóż, na pewno znów się mocno narażę, ale po tym co widać na grupach szyciowych na fb, to jest to obraz przerażający.../

Ania
________________________________________________________
Arkę zbudowali amatorzy - Titanica zawodowcy.

http://uczeremchypl.shoper.pl/

http://szycie-z-czeremcha.blogspot.com/

Avatar użytkownika
Mistrzyni Krawiectwa
Jeżeli ktoś pierwszy raz wsiada do samochodu to też najpierw uważnie się rozgląda i zapoznaje ze wszystkimi guziczkami. Ania ma rację. Ja też pierwszą swoją maszynę obsługiwałam bez instrukcji, ale moja babcia i mama miały maszyny, więc pewne rzeczy wiedziałam. Po za tym sprzęt nieskomplikowany. Przy kolejnych maszynach i właściwie wszystkich nowych urządzeniach w domu czytam instrukcje, bo im więcej ich się czyta tym są łatwiejsze do zrozumienia. Co więcej często zaczynam od możliwych awarii. Obsługi sprzętu trzeba się nauczyć, jeżeli nie od kogoś to z instrukcji.
Obecnie, z racji mody, za szycie łapią się osoby, które mają problem ze zrozumieniem tekstu i przełożeniem go na praktykę. Sama znam takie, które naprawdę bardzo ciężko pracują, starają się, ale gdzieś na linii widzę - odtwarzam jest przepaść. Filmiki w niczym tu nie pomagają, bo często sugerują,że wszystko wyjdzie za pierwszym razem i genialnie.
________________________________________________________
"Inteligencja jest jak nogi, masz za dużo to się potkniesz" Terry Pratchett
Avatar użytkownika
Stara Gwardia
Najśmieszniejsze jest to, że mama mam uraz nawet do zwykłej igły (co prawda kiedyś robiła piękne rzeczy na drutach - ale maszyna ją przerażała), a jedna babcia miała maszynę (i wciąż ma - Singera z napędem nożnym) ale nigdy nie widziałam jej szyjącej - więc jestem kompletnym samoukiem jeśli chodzi o szycie na maszynie.

Sama też czytam instrukcje, szczególnie bardziej skomplikowanych urządzeń i przy moich nowych maszynach instrukcje mam zawsze pod ręką, ale to do bardziej skomplikowanych czynności. Niestety jestem wzrokowcem i sama instrukcja nie bardzo do mnie przemawia (szczególnie suchy tekst o niebezpieczeństwach - które dla mnie są jasne jak słońce) - ale jak już ktoś mi pokaże to jest łatwiej, ale i tak zgodzę się z Ania, że niektóre zachowania i pytania młodego pokolenia przerażają - ciekawa jestem, czy mnie też tak postrzegało starsze pokolenie;)
________________________________________________________
Porządek powinien brać przykład z bałaganu i robić się sam.

43 strony: « < 29 30 31 32 33 34 35 > »

Zaloguj się aby napisać odpowiedź.