Wersja do druku

15 stron: « < 5 6 7 8 9 10 11 > »

Avatar użytkownika
Krawiec-Filozof
To se pojadę po matronach po raz kolejny;
Kropił deszczyk. Właściwie taki "nieboszczyk", co to z nieba szczy...
To się schowałem pod daszek na przystanku, żeby nie zmoknąć. Stała tam taka raszpla z jakąś kumoszką i sobie kierdasiły o Maryni.
Kiedy ja tam wszedłem, to nagle wielki krzyk: "jak to można tak stanąć komuś przed samym nosem?!".
A stanąłem dobry metr od niej, bo bliżej to bym się raczej brzydził...
Zapytałem naonczas grzecznie: "To ma pani taki długi nos?"
Ona się żachnęła z niesmakiem i mówi do mnie: "Tak! właśnie taki mam!"
na co ja z zimnym spokojem: "To trzeba było tyle nie kłamać..."

Wyobrażacie sobie, jakie jajca tam były? Momentalnie zawiązały się dwa stronnictwa - tej baby i moje.:D

No i tak to właśnie jest, jak się komuś od rana serce w gównach macza...
________________________________________________________
Maszyna do szycia składa się z:
1. maszyny zasadniczej
2. maszynisty
https://www.facebook.com/Zibiasz
Avatar użytkownika
Stara Gwardia
Przykre, ze nie można się schować przed deszczem, a z drugiej strony to zabawna odpowieć, hihihi:D Należało jej się ;)
________________________________________________________
Praca rozumna i wytrwała, która nie myśli o zbieraniu owoców w tydzień po siewie, nad przepaściami przerzuca mosty. B. Prus
Avatar użytkownika
Świeżynek
Idąc za wątkiem Zibiasza. W pociągu raszpla usadowiła swoją torbę,następnie swoją ....skosem,żeby łeb skierować w okno, a nie na współpasażerów.Chłopina usiadł koło niej,ale miejsca miał tylko na jeden półdupek,drugi dyndał w powietrzu.

Iwona
Avatar użytkownika
Krawiec-Filozof
Jazda autobusem w niedzielny poranek może też być zabawna! :)
Wiadomo, że większość pasażerów to ci wracający z sobotnich występów i - chociaż "zmęczeni" - ciągle w dobrych humorach.
Tak też było i tym razem.
Koło mnie usiadł sobie chłopaczyna, wyraźnie po nocy pełnej wrażeń, ale usiadł sobie po cichu i przykimał.
Na którymś przystanku wsiadło takie podstarzałe czupiradło i uwaliło się przed nami. I nagle zaczęło nawijać przez telefon. Z jakąś tam Kazią. Ale tak pruła japę, że słyszeli ją z przodu autobusu!
Ten kolunio, co siedział koło mnie wyciągnął telefon i udając, że rozmawia z kimś też zaczął się drzeć:
"Alio! Mówi się? Bo nie słychać!"
To ja też wyciągnąłem swój - i też udaję,że gadam:
"Ale co? Nie słychać! Niech ciocia mówi głośniej! CO? W Toruniu? Ale co w Toruniu?"
Koleżka siedzący niedaleko też podjął happening i zaczął: "Zamiejscowa? Czydzieści czy? To nie do mnie pani dzwoni!"
Kolejno wszyscy podchwycili temat i w ciągu dwóch minut autobus zaczął brzęczeć, niczym ul...:)
A już całkowitym clue sytuacji było wejście pewnej dziewczyny z przodu autobusu, która przyniosła tej babie telefon i podała, mówiąc: "Jakaś zamiejscowa. To pewnie do pani."
Oj, myślałem, że się poleję!
A ta rumpla do tej swojej Kazi: "Wiesz co, zadzwonię później, bo tu jakaś straszna hołota nie da porozmawiać..."
I jak tylko wysiadła - znowu w autobusie zaległa cisza.
Tym razem młodzi spisali się na medal! :D
________________________________________________________
Maszyna do szycia składa się z:
1. maszyny zasadniczej
2. maszynisty
https://www.facebook.com/Zibiasz
Avatar użytkownika
Zaaklimatyzowany
Widziałam raz jak starsza pani nakrzyczały na dziewczynę, że siedzi na miejscu na inwalidów, a dziewczyna miała pod kurtką rękę na temblaku. Pani tego nie zauważyła, bo zaczęła krzyczeć już od wejścia. Ale to nie jest pointą historii. Jest nią fakt, że to wcale nie było miejsce dla inwalidów. ;)


--- Ostatnio edytowane 2014-03-10 15:58:59 przez dolczewita ---
________________________________________________________
Avatar użytkownika
Stara Gwardia
Wsiadłam do autobusu MPK ( fakt - wypełniony ludziskami po brzegi )a za mną wciskały się dziewuszki z walizeczkami (chyba do akademika). Za nimi wciskał się młodziniec złorzecząc niemiłosiernie :
-Żesz te k...rwy wpier...liły sie z gabarytami ( walizki ) do autobusu a i tak ciasno !!!".
Zmierzyłam wzrokiem delikwenta i spokojnie powiedziałam:
-Niechże wacek przemieszcza się spokojnie dalej -zmieszczą się wszyscy.
"Wacek" miał dokładnie oznaczać to co miał oznaczać :cwaniak:-nie wypadało mi innego dosadnego użyć określenia in a public place-i chyba młodzieniec to..... zrozumiał. Zamilkł i jechał cichutko jak ...myszka....
Uśmiech współpasażerów:bezcenny:D
________________________________________________________
"W żadnym wieku nie powinieneś się wstydzić tego, czego nie wiesz, ponieważ zamiłowanie do nauk i zajmowanie się nimi nie ogranicza się do czasów szkolnych, lecz kończy się z życiem." (Szymon Marycki,1551)
Avatar użytkownika
Krawiec-Filozof
Wsiadłam do autobusu MPK ( fakt - wypełniony ludziskami po brzegi )a za mną wciskały się dziewuszki z walizeczkami (chyba do akademika). Za nimi wciskał się młodziniec złorzecząc niemiłosiernie :
-Żesz te k...rwy wpier...liły sie z gabarytami ( walizki ) do autobusu a i tak ciasno !!!".
Zmierzyłam wzrokiem delikwenta i spokojnie powiedziałam:
-Niechże wacek przemieszcza się spokojnie dalej -zmieszczą się wszyscy.
"Wacek" miał dokładnie oznaczać to co miał oznaczać :cwaniak:-nie wypadało mi innego dosadnego użyć określenia in a public place-i chyba młodzieniec to..... zrozumiał. Zamilkł i jechał cichutko jak ...myszka....
Uśmiech współpasażerów:bezcenny:D
Dobrze dobrze! Trzeba takim sparciałym wackom ucierać nosa! I to już w młodym wieku tak zaczyna? To co z niego będzie później? Na dziewczyny ma wyraźnie jedno określenie, jest podlany żółcią, jak stetryczały dziadyga, a bez porannej dozy jadu nie może pewnie funkcjonować...
Tępić, skracać ozory, a jak trzeba - to obsztorcować tak konkretnie, żeby pamiętał długo! :)
Też mam awersję do takich smrodziuchów! :) I z największą przyjemnością wskazuję im, dlaczego postąpili źle.
Przy czym czynię to z tak niezachwianym spokojem i rzeczowością, że tym doprowadzam ich do szału! :)
A kiedy któregoś poniesie fantazja i zacznie się garnąć do rozmowy ręcznej - na to mam też trochę argumentów, zanim się rozpęta awantura.:)
Najprostszy sposób - majoryzować krzykacza, choćby był wielkim drągalem. Większość pacjentów gubi się w takich sytuacjach! :)
________________________________________________________
Maszyna do szycia składa się z:
1. maszyny zasadniczej
2. maszynisty
https://www.facebook.com/Zibiasz
Avatar użytkownika
Krawiec-Filozof
Długo się zastanawiałem, czy o tym napisać, ale jednak przygoda była na tyle fikuśna, że się przemogłem;
tym razem nie będę się pastwił nad młodzieżą, ale raczej im współczuł...
Rzecz dotyczy amputacji właściwych młodzieży instynktów, spowodowanej przez nadużywanie internetu...

Jechałem, jak zwykle rankiem, na trampku. Na jednym z przystanków wsiadła dziewczyna. Faktycznie przyjemna z wyglądu, nie jakaś "skwarka-solarka", ani "giganciara". Ot, po prostu sympatyczna dziewuszka, ale o takim jakimś "jasnym" i ciepłym wyrazie twarzy. Nie żadna rewelacyjnie piękna, ale jakoś tak po prostu sympatyczna.
A nade mną stało dwóch łebków, tak na oko - po 20 lat.
Dziewczyna wsiadając rozejrzała się po wagonie, gdzie by się tu ulokować i wymieniła przelotne spojrzenie z tymi chłopakami. Jeden z nich nagle przestał gadać i rozdziawił japę w oniemiałym zachwycie.
Dziewczyna też najwyraźniej go zauważyła, bo zerkała ukradkiem i uśmiechała się w ledwie dostrzegalny sposób. Tak, jak to tyko dziewczyny potrafią - samymi kącikami ust i wyrazem oczu.
Kotleś zbaraniał i tak się "zawiesił", dopóki kolega go nie szturchnął. Wtedy przemówił dopiero:
"Och ty w mordę! Jaka cudowna dziewucha!"
Ale nie ruszył do szturmu, tylko zaczął chorą dysputę z kolegą, w rodzaju: "żebym znał jej nick na fejsie" itd...
Minęło kilka przystanków i dziewczyna wysiadła, ale jeszcze zerknęła z zewnątrz i uśmiechnęła się - tym razem szerzej. I on wtedy mówi do tego swojego koleżki: -"Szkoda, że już wysiadła... Jaka ona słodziutka..."
Na to ja już nie wytrzymałem i mówię mu: -"To weźże gamoniu chociaż jej pomachaj!!!"
On na to: - Tak? I co z tego?
- Ano tyle, że jeśli ci też pomacha, to możesz startować. Na następnym przystanku się gubisz i lecisz do niej w te dyrdy!
Przemógł się i pomachał do dziewczyny. Ona mu też pomachała.
No to zaczął jej próbować pokazać na migi, żeby zaczekała chwilkę. Ona chyba pojęła przekaz, bo się zatrzymała, ale ten ten barani łeb otworzył okno i się wydarł na całą okolicę: "poczekaj dwie minuty!"
I w ten sposób spierniczył całą mistyczność tego spotkania, chociaż doń doszło, bo widziałem z oddalającego się tramwiszczaka, że zdążył dobiec i rozmawiali. Mam nadzieję, że nie o grach na Play Station...

Kiedyś - zwyczajna rzecz - podchody męsko-damskie teraz się niewspółmiernie skomplikowały, właśnie przez iluzoryczność łatwego kontaktu w internecie...
Dzieciaki zwyczajnie nie potrafią do dziewczyny zagaić, nie lękając się "kosza"...
Jeśli nie spróbujesz - to się nie dowiesz!

Tak, czy owak - życzę tym dwojgu, żeby się im ułożyło, bo oboje byli sympatyczni. Tylko on był pierdoła sieciowa. :D
A w ten właśnie sposób poległo sporo osób. :)
________________________________________________________
Maszyna do szycia składa się z:
1. maszyny zasadniczej
2. maszynisty
https://www.facebook.com/Zibiasz
Avatar użytkownika
Administrator
Hahaha ale się uśmiałam :D Ehhh przypomniały mi się stare dobre czasy gdy życie było miłe, lekkie i przyjemne.
________________________________________________________
* eTasiemka.net - tkaniny bawełniane, dzianiny, pasmanteria :) DBUQBP - zakupy tańsze o 10%

* Susanna szyje - mój blog :)

Avatar użytkownika
Mistrzyni Krawiectwa
Ja dziś z kolei - słuchałam "trójki", a tam bodaj czy nie z cyklu "Matka - Polka - feministka".

Nie wiem, czy na temat o muodzieszy, no ale skoro o młodych rodzicach - no to powiedzmy o młodzieży. W końcu ponoć do 35 lat się liczy...

Było o zwracaniu uwagi dzieciom i pod adresem dzieci przez osoby postronne...

Większość mam wypowiadających się w krótkiej "składance" była tym jak najbardziej oburzona. Oprócz jednej rozsądnej osoby, która stwierdziła, że to dobre jest, bo dziecko się uczy, że nie jest samo w społeczeństwie, że nie tylko rodzice się liczą, że inni dorośli też mają prawo mieć coś do powiedzenia... Jej przykład "z życia" dotyczył tego, jak wiozła dziecko stojące nóżkami w butach w wózku sklepowym. Ktoś zwrócił jej uwagę, że wózek w sklepie służy do przewożenia pieczywa, nabiału i innych rzeczy, których przed spożyciem się nie myje. I ta mama stwierdziła, że jest w tym racja...

Muszę powiedzieć, że podniosło mnie to na duchu, bo nieraz zwracam w sklepach uwagę ludziom wsadzających do wózków "stare byki", bo tego chcą... Jeśli dziecko jest za małe, żeby usiąść na siedzisku w wózku, trzymając nogi poza wózkiem - to po prostu znaczy, że jest na to wożenie po sklepie za duże... Chodzi po dworze, raz wdepnie w za przeproszeniem ptasią kupę, raz w czyjeś, za przeproszeniem, charki, a potem z tym wszystkim na podeszwach ładuje się do wózka. A ja potem mogę być następną osobą, która z tego wózka korzysta, do niego wkładam ser, jogurt, śmietanę - i wkładam je do swojej lodówki. Z ptasim i ludzkim DNA... Czasem zdarzyło mi się widzieć w sklepach piktogramy czy napisy zakazujące takich praktyk, ale ludzie nic sobie z tego nie robią...

Bardzo mnie ucieszyło, że nie tylko mnie to wkurza - a jeszcze bardziej, że ktoś na takie zwrócenie uwagi - pomyśli i zmityguje się...

Inne matki twierdziły, że skoro dziecko jest w przestrzeni publicznej, to ma prawo z niej korzystać do woli i np. mówić podniesionym głosem w autobusie. Ktoś zwrócił jej uwagę, żeby uciszyła trajkoczące dziecko - i była tym oburzona. Ale - zaraz. Skoro ja nie mogę w autobusie palić i wrzeszczeć - to znaczy, że nie mogę korzystać z tej przestrzeni do woli... To działa w obie strony. Jak taka matka chce nauczyć dziecko szacunku dla innych osób, do tego, że kogoś może boleć głowa, ktoś potrzebuje chwili spokoju...

Kolejna była oburzona brakiem zrozumienia dla swojej bezsilności z powodu ataku klasycznej histerii - jak się sama wyraziła - w połowie półtoragodzinnego lotu samolotem, z apogeum przy lądowaniu. Ona przeżyła to raz - i nie może tego zapomnieć. Mi się zdarzało latać po 10 razy w ciągu roku /nie żebym się chwaliła, wiem że są osoby, które latają częściej/ i co drugi lot był "obciążony" wrzeszczącymi dziećmi. Maluchy - no trudno, ale raz miałam za plecami 8-9-latka, skaczącego na fotelu, wrzeszczącego mi do ucha, kopiącego w mój fotel, szarpiącego nim bez przerwy przez ponad dwie godziny... Autentycznie - przygłuchłam po tym na jedno ucho na jakiś czas... Jego mamusia stwierdziła - "no taki już jest ruchliwy". Ale ani razu nie spróbowała go uciszyć czy wytłumaczyć mu, że między ludźmi trzeba się umieć zachować... Nie ma się co dziwić, że przy okazji następnych lotów z niepokojem liczyłam ilość dzieci i próbowałam się usadzić jak najdalej od nich... Japończycy w jakiejś ankiecie wypowiedzieli się, że osoby z dziećmi albo powinny latać oddzielnymi lotami, albo część pokładu powinna być wydzielona dla nich i odgrodzona możliwie dźwiękoszczelnie...

W większości mamy z programu brały zwrócenie uwagi dziecku i w sprawie dziecka jako atak na siebie samą... To chyba jest przyznanie się do porażek wychowawczych, takie "wiem, już próbowałam, ale się nie da"...

Ania
________________________________________________________
Arkę zbudowali amatorzy - Titanica zawodowcy.

http://uczeremchypl.shoper.pl/

http://szycie-z-czeremcha.blogspot.com/

15 stron: « < 5 6 7 8 9 10 11 > »

Zaloguj się aby napisać odpowiedź.